Prolog
Westchnąłem cicho, gdy otrzymałem smsa od mojego chłopaka. Odchyliłem się na krześle i wpatrzyłem w biały sufit, z którego zwisała lampa z szarym kloszem. To zdarza się już za często... — skrzywiłem się, patrząc w ekran komórki, na którym widniała wiadomość z odmową na spotkanie. Kolejną odmową.
— Czy jemu w ogóle zależy na tym związku? — Rzuciłem telefon na łóżko, a on odbił się od materaca i wylądował za nim, a ja przeklnąłem w myślach i zsunąłem się z obrotowego fotela, który odjechał, obijając się o szafkę. Nie przejąłem się tym i rozłożyłem na puchatym dywanie. Po kilku sekundach przeturlałem się na lewy bok, następnie na prawy, a potem robiłem tak w kółko, aż w końcu zwinąłem się w tak zwany kłębek i wsunąłem palce w białe włosy. Co dziwne, miałem je takie od zawsze. Nigdy ich nie farbowałem!
Wypuściłem powietrze z ust, po raz kolejny przewracając się na plecy. Gapiłem się bezmyślnie w żarówkę, myśląc nad sensem swojego istnienia. Tak się zamyśliłem, że prawie zszedłem na zawał, kiedy do mojego pokoju z buta wbiła Ayame – moja siostra, której charakter jest kwaśny jak cytryna, a ja posiadam jeszcze głupią cząstkę nadziei, że coś się w niej zmieni.
— Uszanuj moją prywat—
— Długo jeszcze zamierzasz być taki ślepy? — Wlepiła we mnie swoje niebieskie ślepia, które przesiąkały pogardą. Aż dostałem dreszczy.
— Nie wiem o co ci cho—
— Doskonale wiesz o co mi chodzi, nie udawaj idioty — prychnęła.— A nie, przepraszam, ty nim jesteś.
— Ale Ayame, ja naprawdę—
— Skoro nie wiesz, to ci wytłumaczę. — Opadła na moje łóżko, więc obróciłem się w jej stronę, patrząc na nią wyczekująco.— Zerwij z Yukio.
— Al...
— Żadnych ale, to raczej oczywiste, że mu na tobie nie zależy. Nie pamiętasz ile razy przyłapałeś go z dziewczynami?
Zacisnąłem zęby, zwieszając głowę.
— No właśnie — westchnęła.— Dalej zamierzasz udawać przed nim, że cię to nie rusza? — Na te słowa pokręciłem głową, a rudowłosa uklęknęła przede mną i przytuliła.— Pamiętaj, że masz moje wsparcie.
— Wiem... — Uśmiechnąłem się gorzko, czując się tak, jakbym właśnie kroił cebulę.— Dziękuję Ayame.
*
Ukryłem nos w czerwonym szaliku, kopiąc czubkiem glana o chodnik. Wziąłem głęboki wdech i wlepiłem spojrzenie czarnych oczu w zbliżającą się sylwetkę blondyna.
— Cześć Etsuya. — Uśmiechnął się do mnie w sposób, jaki lubiłem, gdy się uśmiechał, ale tym razem to na mnie nie podziałało. Było za późno. Za późno na cokolwiek.
— Cześć — mruknąłem, wdychając mroźne powietrze Kioto.— Przejdźmy się.
— Okej — wzruszył ramionami, ruszając za mną, kiedy zacząłem kierować się do naszego „sekretnego“ miejsca. Miejsca, gdzie nikt nie mógłby nam przeszkodzić.
— Yukio... — obróciłem się w jego stronę — rozstańmy się.
Gdy spotkałem jego zaskoczony wzrok, zmarszczyłem lekko brwi.
— Co...? Przepraszam, mógłbyś powtórzyć?
— Rozstańmy się.
— Ale dlaczego...?
— To nie ma sensu. — Wsunąłem dłonie do kieszeni kurtki.
— Jak nie ma sensu...?
— Nie udawaj durnia! Doskonale wiesz o czym mówię! — Ze złości kopnąłem niewinny kamyk, który akurat znalazł się koło mojej nogi i nabrałem powietrza w płuca.— Zdradzałeś mnie. Cały czas. Myślałeś, że to nie robiło na mnie wrażenia? Myślałeś, że puszczam to w niepamięć? Czułem się jak twoja zabaweczka. Gdy prosiłem o spotkania, cały czas odmawiałeś. Przez to wszystko, moje uczucie się wypaliło. Jak niby miało przetrwać, kiedy nawet nie zamieniałeś ze mną ani słowa, nie starałeś się o mnie... Nie robiłeś kompletnie nic. — Pociągnąłem nosem, przecierając powieki.— To koniec, Yukio. Zapomnij, że w ogóle byliśmy razem, jeśli w ogóle uważałeś mnie za swojego chłopaka.
— Al... Czekaj, Etsuya! — krzyknął za mną, gdy zacząłem odchodzić.— Poczekaj! To przecież...!
— Zapomnij Yukio. Po prostu o mnie zapomnij.
I odszedłem, postanawiając zacząć wszystko od nowa i rzucić w niepamięć ten zimowy dzień, w którym mój pierwszy związek przepadł razem z moimi uczuciami do Yukio Hiraty – chłopaka, który miał odmienić moją szarą rzeczywistość, ale mu się to nie udało.